~Ważna notka pod rozdziałem, proszę, przeczytaj ją :)
Rozdział dedykuję @perfvash i @DameConnor
- Co jest między tobą a Hemmings'em?
- Wiesz, że nic poważnego. Tylko przyjaźń, a może nawet zwykłe koleżeństwo.
- Kogo ty oszukujesz? Bo na pewno nie mnie.
- Nie wiem, co masz na myśli- spojrzałam na nią speszona. Wiedziałam o czym myśli, ale nie chciałam, żeby o tym wiedziała. Nie wiem czemu tak było.
- Jesteś ślepa, głupia, czy udajesz idiotkę? Zachowujecie się jak normalna para. Jednak i on i ty, cały czas się upieracie, że wasza znajomość to nic wielkiego. Tak bardzo nie chcecie dopuścić do siebie wiadomości, że iskry lecą, jak jesteście blisko siebie? Każdy to widzi, tylko nie ty. Do teraz nie byłam tego pewna, bo jednak byliście bardziej jak przyjaciele, znaczy, nie było tyle namiętności w waszych pocałunkach, ale dzisiaj w szpitalu, to był płomień. Byliście tak pochłonięci sobą, że nawet nie zauważyliście, że wróciłam i wam się przyglądałam.
- To był impuls, nie widział mnie kilka dni. Ty też się na mnie rzuciłaś, bardziej, niż normalnie- próbowałam znaleźć jak najlepsze wytłumaczenie naszego zachowania. Jednak na samo wspomnienie dzisiejszego powitania Luke'a, miałam ochotę się uśmiechnąć. Ledwo udawało mi się ukryć to, że kąciki moich ust walczą z rozumem o pokazanie emocji, które wywołało u mnie przypomnienie sobie tej chwili.
- Może i tak, ale on też mógł cię mocno przytulić, a nie zrobił tego. Pocałował cię, niech to do ciebie dotrze- Dociera, powiedziałam do siebie w myślach.- Na dodatek, nie był to zwykły całus, czy muśnięcie. Nigdy niczego takiego nie stwierdziłam, ale wiem już czemu, bo nie byłam świadkiem takiego czegoś, od nikogo nie dało się poczuć, tego co od was. Między wami dzisiaj nie było iskierek, to był pieprzony płomień. Przepraszam, za to stwierdzenie, ale przypominaliście wygłodniałe zwierzęta, które dostały pierwszy posiłek, od tygodni. Jak byście tonęli i próbowali zaczerpnąć ostatni raz powietrza, tylko że nie chodzi o związek chemiczny tlenu i innych pierwiastków. Waszym powietrzem było to, co jest między wami.
- Nie prawda. Nie jestem Julią, nie potrzebny mi Romeo.
- Masz rację, Romeo nie jest dla ciebie. Nie potrzebujesz go. Potrzebujesz Lucas'a.
Luke'POV
Siedzieliśmy w salonie i czekaliśmy na Gwen. W pomieszczeniu panowała dziwna cisza, każdy był pogrążony w swoich myślach. Byłem ciekawy, jak minie nam wyjazd. Czy Dean się wtrąci? Czy to będzie odskocznia od codziennych problemów? Zaplanowaliśmy już z chłopakami jeden dzień w parku rozrywki. W sobotę pojedziemy tam. W sumie mamy 5 dni odskoczni. Niedzielny wieczór będzie czasem powrotu do domu. Cieszyłem się, że odpoczniemy choć przez chwilę.
Najbliższe doby spędzimy w domu ciotki Tay. Wyjechała gdzieś na wakacje i poprosiła swoją siostrzenicę, aby zaopiekowała się jej kotami. Wie, że przyjedziemy jako towarzysze, nie ma nic przeciwko.
- Hemmo, śpisz?-spojrzałem zły na Cal'a.
- Nie musisz przewracać ludzi Hood, żeby upewnić się że żyją. Nie spałem i tak na marginesie, są inne sposoby na wyrwanie człowieka z myśli, nie trzeba zrzucać go z kanapy.
- Szybko się uwinęłyście, zostało wam jeszcze sześć minut- usłyszałem Michael'a, a następnie spojrzałem w tym samym kierunku co on. Gwen i Taylor schodziły, dźwigając całkiem sporą torbę podróżną.
- Może byście pomogli, zdolności telekinetycznych* nie macie, więc patrząc nic nie zrobicie.
Od razu wstałem i podbiegłem do dziewczyn. Zabrałem od nich bagaż i omal go nie upuściłem.
- Co ty spakowałaś, kamienie czy cegły?- spytałem, jednocześnie poprawiając chwyt.
- Książki, idioto. Jedziemy na kilka dni, więc przynajmniej jedną uda mi się skończyć- odpowiedziała Gwen i (co mnie bardzo zdziwiło) lekko poczochrała moje włosy, uśmiechając się przy tym. Dopiero teraz zauważyłem, że ostatnio jej śmiech, nie był tak szczery. Brakowało w nim prawdziwej, niewymuszonej radości. Teraz był taki, jaki zawsze powinien być. Był piękny. Miałem wrażenie, że brunetce ulżyło, wieść, że wyjeżdżamy na kilka dni sprawiła, że się rozluźniła.
Pierwszy raz miałem okazję przyjrzeć jej się z dołu. Stała na schodach i dzięki temu była troszkę wyższa ode mnie. Zdecydowanie wyróżniała się urodą, wśród tutejszych dziewczyn. Była tajemnicza, większość dziewczyn w USA jest otwartych, można z nich czytać jak w bajce dla dzieci. Gwendolyn jest trudniejsza do zrozumienia, jest jak zamknięta księga, ma specjalne zabezpieczenia, ale jej okładka kusi, żeby ją przeczytać. Jednak nie otwiera się dla byle kogo. Ukazuje swój prolog, zapowiedź.
- Na co tak patrzysz? Jestem brudna?- zapytał się obiekt moich małych obserwacji.
- Nic, zaniosę to do auta- powiedziałem do niej, a po chwili dodałem trochę głośniej tak, żeby wszyscy usłyszeli- Chodźcie już, musimy jeszcze podzielić się, kto z kim jedzie.
Obróciłem się i poszedłem w kierunku wyjścia z domu.
Na zewnątrz włożyłem torbę brunetki do jeep'a Ashton'a, ponieważ pojazd Taylor był już zapełniony i chyba nie muszę mówić, kogo toreb było najwięcej.
Cox nie często zachowywała się jak typowa dziewczyna, ale w takich sprawach, niestety nie wyróżniała się. Uważa, że musi być przygotowana na każdą sytuacje. Z tego co mówiła, podczas drogi do domu Gwen, zabrała dziesięć top'ów. Jak dla mnie wystarczyłoby jej pięć, ale to moje zdanie. Jaka dziewczyna posłucha chłopaka w sprawach mody?
Prawie wszyscy byli już na zewnątrz. Prawie.
- Gdzie jest Gwen?
- Żegna się z mamą- odpowiedziała mi Tay.
- Możecie mi przypomnieć, dlaczego Kate nie jedzie z nami?- tym razem spytał Calum.
- Nie chciała, powiedziała, że szkoła jest dla niej ważniejsza, ale nie oszukujmy się. Nie jedzie bo jest zła na Gwen.
- Może to dobrze? Odizolujemy się od wszystkich. Będziemy tylko my- powiedziałem cicho.
- Luke, my też tam będziemy. Nie tylko ty i nasza kochana pani detektyw- zaśmiała się Tay. To co powiedziała, dało mi do myślenia. Jak by to było. Ja i Gwen. Sami. Szczęśliwi.
Gwen'POV
- Bądź ostrożna i pamiętaj, jedziesz tylko dlatego, ponieważ Ashton tam będzie. Rozumiesz?- powtórzyła, po raz nie wiem który, moja mama.
- Rozumiem. Mogę już iść, pewnie na mnie czekają, a nie chcemy późno dojechać na miejsce. Powiedziałam, następnie przytuliłam mamę i poszłam w kierunku wyjście. Nie żegnałam się z siostrą, bo i tak by mnie nawet nie wpuściła do swojego pokoju.
Na zewnątrz zastałam chłopaków i Tay, dyskutowali kto z kim jedzie.
- Nie można było na mnie zaczekać i spytać mnie o zdanie? Jestem mistrzynią planowania- mówiąc to, podeszłam do grupki i stanęłam między przyjaciółką i Luke'iem.
- Jaka skromna- zaśmiał się Ash.
- Słodka i powabna- odpowiedziałam na jego tekst.
- Nie mamy na to czasu, decydujemy kto z kim jedzie i w drogę. Wkurzać możecie się na miejscu- Hood skończył naszą mini wojnę, zanim się tak naprawdę zaczęła.
- Ja i Michael prowadzimy. Tay jedzie z Clifford'em, bo to jej auto. Gwen, jedziesz ze mną, bo tak powiedziałem twojej mamie, poza tym, nasz Mikey by się zamęczył, gdyby miał dwie dziewczyny w aucie, a skoro jedzie ze mną panienka Gwendolyn, zabieram też panicza Lucas'a Robert'a Hemmings'a. Calum jedzie z wami i już. Podział dokonany, można jechać.
Nikt nie sprzeciwiał się Ashton'owi, nie było sensu. W dwóch grupach udaliśmy się do pojazdów. Wsiedliśmy i odjechaliśmy.
Myślałam, że droga będzie nudna, jednak Irwin cały czas opowiadał jakieś kawały, przez co kilka razy przegapiliśmy prawie skręt. Luke też opowiadał sporo zabawnych historyjek. Nigdy wcześniej tak nie robił, była to miła niespodzianka, usłyszeć coś śmiesznego o nim, o jego wpadkach. Dobrze wiedzieć że nie jest ideałem, choć opowieść o tym jak pomylił cukier z solą i wszyscy podczas kolacji rodzinnej udawali, że potrawa jest pyszna, a w rzeczywistości, ledwo powstrzymywali się od wymiotów, była przesłodka. Mam nadzieję, że teraz umie już rozróżniać przyprawy.
Dojechaliśmy na miejsce całkiem szybko. Domek cioci Taylor wyglądał na zadbany i przytulny. Nie był ogromny, ale dla małej rodziny, wystarczający. Ogródek przed budynkiem był śliczny. kwiaty posadzone kolorystycznie, w takiej samej kolejności jak tęcza. Niestety nie znam się na tym i nie wiem jakie to gatunki kwiatów, ale są piękne.
Nie braliśmy bagaży. Postanowiliśmy, że zaś je zaniesiemy do środka, gdy już przydzielimy pokoje.
Pierwszym pomieszczeniem był przedpokój, następnie szliśmy wszyscy korytarzem w kierunku schodów prowadzących na piętro, gdzie znajdowały się sypialnie. Przelotnie zerkałam na każde pomieszczenie. Wszystko wydawało się idealnie dobrane. Cały dom był przytulny. Drewniane dodatki, panele i inne duperele sprawiały, że czuło się tu bezpiecznie. Chciałabym mieć kiedyś taki dom.
Po kolei weszliśmy na górę, ja jako ostatnia, ponieważ oglądałam zdjęcia wiszące na ścianie po prawej stronie schodów. Rodzina na nich była bardzo szczęśliwa. Nie biło od nich bogactwo, nie było mani na pieniądze, wyścigu kto ma nowsze i droższe.
Była mała rodzina. Ciesząca się sobą nawzajem.
Na górze wszyscy zebraliśmy się w małym okręgu.
- Są tu trzy sypialnie. Jedna mojej cioci i wujka, pokój gościnny i pokój moich kuzynów.
- Ja i Ashton bierzemy pomieszczenie smarkaczy- powiedział, śmiejąc się i przybijając piątkę z Ash'em, Michael.
- Dobrze, w takim razie ja i Gwen śpimy w sypialni cioci- powiedziała Tay, ale przerwał jej Hood. Powiedział coś na ucho dziewczynie, na co ona pokiwała głową, próbując ukryć uśmiech.
- Jednak nie- odezwała się Cox ponownie. Mogłam się domyślić w co bawi się Calum. W swatkę.- Ja będę z tym idiotą, co się boi, że Hemmo go zgwałci, a ty bierzesz blondyna i będziecie w gościnnym. Miejsca spania zatwierdzone, reklamacji nie przyjmuję.
Spojrzeliśmy na siebie z Luke'iem w tym samym czasie i wybuchliśmy śmiechem. Reszta po chwili też do nas dołączyła. Próbowałam coś powiedzieć, ale nie byłam w stanie.
Zapowiadał się świetny czas. Miałam nadzieję, że nikt go nie zepsuje.
Około godziny dziesiątej wieczorem ( tak dla mnie to jeszcze wieczór ) wszyscy siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy film. Z powodu braku miejsc. Calum i Luke siedzieli na podłodze. W sumie byli pierwsi, ale jak dżentelmeni ustąpili mi i Tay miejsc. Każdy był już rozpakowany. Więcej czasu zajęło nam wybranie filmu. Padło na Transformers.
Nie miałam nic przeciwko tej decyzji. Mimo, że jestem dziewczyną, uwielbiam ten film.
Mogłabym oglądać go milion razy i nadal byłby dla mnie interesujący. Nie wiem nawet kiedy zaczęłam przeczesywać Hemmings'owi włosy.
- Chciałabym mieć taki samochód kiedyś- nie wiem czemu te słowa wyszły z moich ust.
- Gadająca bryka i ty? Świetne połączenie- wymruczał Luke. Miałam przeczucie, że ma zamknięte oczy.
- Moja bryka, znajdź sobie inne, własne, wymarzone, gadające auto- nikt nie będzie miał prawa dotykać mojego gadającego pojazdu. Tylko ja.
- Nie dałabyś mi prowadzić?- blondyn odwrócił się w moją stronę.
- Oczywiście, że by ci nie dała- odpowiedział za mnie Michael.- Ja też bym ci nie dał.
- Dlaczego? Jestem dobrym kierowcą- Hemmo próbował udawać oburzonego, ale nie za dobrze mu to wychodziło.
- Bo widzisz, ty to ty. Nawet jeśli jesteś dobrym kierowcą, lubimy wkurzać naszego blondaska, dlatego.
Przez resztę filmu dyskutowaliśmy na różne tematy. Od tego, czemu lubimy denerwować niebieskookiego, aż po naszą przyszłość, marzenia o zawodzie. Każdy chciał być kimś innym. Calum- testerem gier. Michael- chcę pisać piosenki, albo nagrywać je. Ashton- chciałby otworzyć swój własny warsztat. Taylor- dziennikarstwo. Luke- chciałby się ścigać w prawdziwych, legalnych wyścigach. Jednak mam wrażenie, że nie tylko to. Chciał coś dodać, ale nie zrobił tego. Zostałam ja. Kim ja chcę być?
Nie mam pojęcia.
Albo wiem, ale nie chcę tego przed nikim przyznać.
Uwielbiam taniec. Jednak nie nowoczesny, nie taki, jaki jest w klubach.
Kocham taniec szczery, z emocjami, spontaniczny, pełen pasji.
Ruchem można wyrazić wiele. Można opowiedzieć historie, wyrazić uczucia. To chyba powód, dlaczego lubię to robić.
Nie jestem dobrym mówcą, jednak niewiele osób widziało mnie tańczącą.
Nie wiem jaki jest tego powód. Może ich nie obchodzę?
Jake widział, nie jeden raz podziwiał mnie tańczącą.
Mówił mi, że się do tego nadaję.
Jestem ciekawa, czy to prawda.
Po udanym, całkiem wesołym seansie udaliśmy się do swoich, tymczasowych sypialni.
Spytałam się Luke'a czy mogę iść jako pierwsza do łazienki. Oczywiście się zgodził.
Rozebrałam się w weszłam pod prysznic.
Dużą zaletą w tym domu było to, że każda sypialnia posiadała własną łazienkę, dzięki temu nie trzeba było długo czekać na swoją kolej i uniknęliśmy kłótni 'kto pierwszy'.
Po szybkim umyciu ciała, założyłam moją piżamę, składała się ona z dużej starej koszulki Jake'a i sportowych szortów. Wygodnie i nie seksownie, tak powinno być.
Wyszłam z pomieszczenia i poinformowałam blondyna że już skończyłam. Bez słowa ruszył w kierunku drzwi. Po chwili mogłam usłyszeć dźwięk wody, co oznaczało, że Luke właśnie bierze prysznic. Poskładałam swoje rzeczy i włożyłam je do mojej tymczasowej szafy.
Sprawdziłam jeszcze telefon. Trzy wiadomości. Jedna od operatora. W drugiej mama dziękuję, że powiadomiłam ją o dotarciu na miejsce i życzy nam miłego wyjazdu. Trzecia jest od Lily.
Nadawca: Lily
Treść: Co się z tobą dzieję? Czemu cię nie ma? Jeśli chcesz mogę dać ci swoje notatki, gdy wrócisz :) I jeszcze jedno. Ally się o ciebie pytała i o wyścigi. Nie wiem skąd ona wie, ale musimy porozmawiać najszybciej, jak to możliwe. Nie można wpuścić do tego świata nieodpowiednich osób.
Jedna informacja sprawiła, że mój humor uległ diametralnej zmianie. Ally.
Czy ja nie mogę mieć, choć jednego dnia przerwy? Odłożyłam telefon na szafkę obok łóżka, następnie usiadłam na podłodze i po prostu trwałam w takiej pozycji. Wpatrywałam się w ścianę przede mną nieprzytomnym wzrokiem. Nie miałam pojęcie co zrobić.
Tęskniłam za All, ale nie mogę zapominać, że trzyma teraz z Dean'em. Moim...
Kim?
Kim jest Dean Cooper?
Prześladowcą.
Mordercą,
Częścią mojej przeszłości, której nie pamiętam.
Psychopatą.
Te wszystkie odpowiedzi są prawidłowe, ale najbardziej pasuje jedna, ta, która jako ostatnia przyszła mi na myśl.
Dean Cooper jest moim koszmarem, z którego nie umiem się wybudzić, ale bardzo tego chcę.
Drzwi od łazienki otwarły się, co oznaczało, że Luke już skończył przygotowywania do snu. Nie wiedziałam, która jest godzina i zbytnio nie interesowało mnie to. blondyn wszedł do sypialni i spojrzał na mnie zdziwiony.
- Coś się stało? Czemu siedzisz na podłodze?- spytał i powoli podchodził coraz bliżej mnie.
Przyjrzałam mu się dokładnie. Miał na sobie szare dresy, spod których wystawała lekko gumka od jego bokserek. Po jego klatce piersiowej i ramionach spływały krople wody, dopiero po chwili zauważyłam, że z jego włosy są mokre.
- Pierwszy raz widzę cię, gdy nie masz tej swojej perfekcyjnej grzyweczki postawionej do góry. Dziwnie tak wyglądasz- powiedziałam cicho, nie musiałam użyć głośnego tonu, ze względu na to, że chłopak był już blisko mnie i lekko pochylał się ku mnie.
- Przyzwyczaiłaś się, jutro rano wszystko wróci do normy.
- Tylko mi nie mów, że wstaniesz o szóstej, żeby sobie włosy ułożyć.
- Wstanę o piątej, wiesz?- mówił w moją stronę z sarkazmem, ale nie było to złośliwie. Raczej żartobliwie. Wyciągnął w moją stronę dłoń. Spojrzałam na niego zdziwiona, lekko marszcząc przy tym brwi.
- Nie będziesz chyba tu siedzieć całą noc? Położymy się, nie zgwałcę cię, nie jestem taki- odpowiedział na moje nie zadane pytanie. W myślach uderzyłam się w twarz. Jak można być tak tępym? Chwyciłam jego dłoń, na co on od razu zareagował, podnosząc mnie z ziemi. Wymamrotałam ciche 'dziękuję'. Dlaczego wcześniej do mnie nie dotarło, że tu jest jedno łóżko? Co oznacza spanie z Hemmings'em razem?
Byłam lekko skrępowana, lecz nie faktem, że będę spać z chłopakiem w jednym łóżku.
Lubię być przytulona do kogoś podczas snu. Jake często się śmiał, że mam koszmary i chwytam się go, jak by był w stanie mnie uratować. Prawie każdej nocy, gdy miałam dziesięć, jedenaście lat, zakradałam się do jego pokoju i kładłam obok niego. Mając nadzieję, że już wyrosłam z tego, położyłam się na łóżku po prawej stronie. Kolejny z moich dziwnych nawyków, związanych ze snem. Zawsze muszę być po tej stronie, nie umiem zasnąć po lewej. Ale co zrobić? Każdy ma swoje dziwactwa. Ja mam po prostu dziwniejsze niż wszyscy.
Wpatrywałam się w sufit już dłuższą chwilę. Nie odzywaliśmy się do siebie z blondynem, jednak wiedziałam, że nie spał. Co jakiś czas czułam na sobie jego wzrok. Mi również zdarzyło się zerknąć w jego stronę. Raz, czy dwa, albo osiem. Kto to liczy?
- Śpisz?- usłyszałam jego szept.
- Nie- odpowiedziałam równie cicho, jak on.
- O czym myślisz?- zadał kolejne pytanie, obracając się w moją stronę.
- Jeśli powiem, że o niczym, uwierzysz mi?
- Nie.
- Czemu?- w tej konwersacji, zadawałam tylko pytania. Na razie, żadnego zdania oznajmującego.
- To widać w twoich oczach- zaczął bawić się moimi włosami. Nigdy tak nie robił. Delikatnie przeczesywał je swoimi palcami i układał w pasma na poduszce. Przymknęłam lekko oczy. To było takie przyjemne. Dawno nikt nie zajmował się moimi włosami. Tylko ja czesałam je codziennie. Miła odmiana i nie chodziło tylko o to, że ktoś dotykał moich włosów. Miło było poczuć trochę czułości. Tak, to co robił Luke, wydawało mi się czułe. Możliwe, że robił to z nudów, a ja byłam już tak pogubiona w tym wszystkim, że nie potrafiłam odczytywać emocji, ale miałam to gdzieś.
- Opowiedz mi coś o sobie- tym razem to ja przerwałam ciszę.
- A co chcesz wiedzieć?- odpowiedział mi pytaniem.
- Kim dla ciebie jestem? Kim my jesteśmy dla siebie?
Spojrzałam na niego, oczekując odpowiedzi, którą od razu dostałam.
_______________________________________________________
*zdolności telekinetyczne- posiadanie wpływu na otoczenie fizyczne z odległości, za pomocą mocy psychicznych (to tak w skrócie)
______________________________________________________
ROZDZIAŁ NIE SPRAWDZONY!!!
Przepraszam was,wiem, że napisałam, że rozdział pojawi się wczoraj, ale uwierzcie, zasypiałam już na klawiaturze.
Rozdział wydaje mi się nudny i proszę nie zabijcie mnie za końcówkę!
1) Co myślicie o Luen w tym rozdziale? Co może odpowiedzieć Luke?
2) Jestem ciekawa waszych teorii dotyczących: Kim jest Dean?
3) Czego chce Ally?
4) Co tam u was? Jak w szkole?
5) Co myślicie o piosence 'Fireproof'?? Są tu jekieś Directioners??
Nowa zakładka!!
Wiele osób zmieniło swoje user'y na tt, dlatego stworzyłam nową listę informowanych.
Do zakładki można przejść, klikając na ten tekst.
Niektórzy może zauważyli że pojawiło się takie coś jak 'ogłoszenia parafialne' Będę tam pisać informacje, dotyczące następnego rozdziały itd.
Proszę was też o follow dla
~@YWCMff~@Luke_YWCM~@CalumHood_YWCM ~ @Ash_ywcm~
Możecie też pisać na tt z hashtag'iem #YWCMff co myślicie o tym ff :)
Ostatnia sprawa
Chcecie, abym wyznaczyła jeden konkretny dzień dodawania rozdziałów, czy wolicie, żeby było tak jak teraz. Kiedy będę mieć czas? Limit komentarzy nie zniknąłby, wynosiłby 65 komentarzy, jeśli pojawiło by się tyle, do tego czasu, wstawiam rozdział w ten dzień, jeśli nie, wstawiam gdy limit zostanie przekroczony.
Na razie limit pozostaje taki sam:
65 komentarzy = Next
Ilysm :)
~Lexi