Znowu, tym razem wolniej, uchyliłam powieki, sprawdzając gdzie jestem. Nie byłam tu wcześniej. Tego jestem pewna, ale nie trudno było się domyślić, co to było za miejsce.
Szpital.
Spojrzałam na maszynę znajdującą się obok mnie, na ekranie widniały różne linie, wskazujące poprawność funkcjonowania mojego organizmu. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie, wskazywał 11 a.m.
Spałam chyba dziesięć godzin, w tym miesiącu to mój rekord. Spróbowałam się podnieść, jednak, gdy tylko to zrobiłam zakręciło mi się w głowie i ponownie padłam na łóżko, zapadając w sen.
Był to piękny sen z piękną piosenką. Zdaje mi się, że tak idealnie opisuje moje uczucia.
I wanna scream
Is this a dream?
How could this happen,
Happen to me?
This isn't fair
This nightmare
This kind of torture
I just can't bear
I want you here
I want you here*
Luke'POV
- Jasne, już jadę. Daj mi 10 minut- powiedziałem, po czym rozłączyłem się. Ashton zadzwonił do mnie i kazał przyjechać do domu Gwen, podobno Kate coś znalazła. Gdy tylko usłyszałem, że to o nią chodzi, bez większego zawracanie sobie głowy wyglądem, założyłem pierwszą lepszą bluzę i czarne trampki, które były najbliżej mnie. Minęły już 2 dni, odkąd była w szpitalu. Martwiłem się o nią i to cholernie. Lekarze stwierdzili nadmierne zmęczenie, za dużo stresu i za dużo kofeiny w organizmie. Jej rodzice całą winę zrzucili na szkołę, ale ja nie. Każdy wtajemniczony wie, że boi się Dean'a i najgorsze w tym jest to, że ja też się zaczynam bać, ale nie jego.
Co jeśli coś jej się stanie, gdy mnie nie będzie?
Co jeśli ona się przez niego załamie, albo wykończy psychicznie?
Co jeśli nie będę mógł jej obronić?
Wiem, że przy mnie jest inna, na początku tego nie zauważałem, ale teraz to uległo zmianie. Obserwuję ją czasem w szkole. Przy mnie jest rozluźniona, nie przejmuję się tak innymi, tym co się dzieje dookoła, ale beze mnie jest jak zagubiona mała sarna. Czekająca i obserwująca z której strony nastąpi atak i czy jest jakaś droga ucieczki w każdej ewentualności. Z jednej strony cieszę się, że przy mnie czuje się bezpiecznie, a z drugiej, nie mogę być z nią cały czas.
Boje się, że coś jej się stanie, że ją stracę.
To szalone i dziwne, jak szybko można przyzwyczaić się do obecności drugiej osoby. Na początku nie zdajemy sobie sprawy, że znajomość może dojść do takiego stopnia, dopóki dzień bez wiadomości, bez rozmowy staje się dniem pustym.
Bezwartościowym.
Beznadziejnym.
Prawdą jest też, że Gwen nie da się nie lubić. Z każdym znajdzie wspólny temat, jednak jeśli ją coś zdenerwuje, odgryzie się tak, że trudno znaleźć cokolwiek na odpowiedź. Chyba nikt jeszcze jej nie dociął tak, że nie wiedziała co powiedzieć. Prawdopodobnie, nie ma inteligentnej odpowiedzi na jej teksty, a już na pewno nie takiej, którą można wymyślić w kilka sekund.
Jest mistrzynią w odgryzaniu się i droczeniu, ale to czyni ją tym kim jest. To część jej osobowości. To sprawia, że jest kim jest. To dodaje jej oryginalności.
Chciałbym jednak zaskoczyć ją pewnego dnia i odpowiedzieć jakoś na jej, chyba już charakterystyczną, odzywkę.
"To, że wypadłeś z inkubatora, a mama kołysała cię do snu w betoniarce, nie znaczy, że ci wszystko wolno"
Zdecydowanie mój ulubiony tekst. Dość często zastanawiam się, ile zajmuje jej wymyślenie tego, czy kilka sekund, czy układa to sobie w domu, wieczorem, wpatrując się w biały sufit jej pokoju. Uwielbiam jej cięty język.
Dlatego, gdy tylko usłyszałem od Ash'a, że znalazł coś i chodzi o Gwen, rzuciłem wszystko bez zastanowienia.
Jej rodzice byli jak zwykle w pracy, jednak wypadkiem się bardzo przejęli. W dzień incydentu, od razu przyjechali do szpitala, jak tylko dostali wiadomość, że ich córka tam jest.
Będąc pod domem dziewczyny, zaparkowałem szybko samochód, nie zważając na miejsce, gdzie go zostawiam i czy będzie on przeszkadzał komukolwiek. Pobiegłem w stronę drzwi.
Po przekroczeniu progu, od razu udałem się w miejsce, które wskazał mi przyjaciel. Do pokoju brunetki. Byłem tam tylko jeden raz i na kilka minut.
Bez pukanie wszedłem do drzwi i dopiero teraz zorientowałem się, że nie pofatygowałem się z ściągnięciem butów.
Jednak to co zobaczyłem, sprawiło, że nie wiedziałem co myśleć, że zapomniałem o wszystkim, co do tej pory krążyło mi po głowie.
Cała ściana nad łóżkiem dziewczyny była zapełniona różnymi notatkami, zdjęciami.
Od jednej fotografii, znajdującej się w centrum, rozchodziły się różnokolorowe nitki, do notatek i innych kartek.
Główny portret był największy, formatu A4. Znałem imię osoby, którą przedstawiał, ale teraz poznałem też nazwisko. Po charakterze pisma, wnioskuję, że napisała to Gwen.
Dean Cooper.
Stałem tam, jak słup soli i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Prowadziła swoje małe śledztwo, i były tego jakieś skutki. Poznała jego nazwisko. Szybko podszedłem do ściany i zerwałem kawałek papieru z zapiskami, spod zdjęcia.
Było tam sporo informacji. Imię, nazwisko, wiek, stary adres i członkowie najbliższej rodziny, oraz ich wiek.
Matka: Anna Cooper (obecnie 45 lat)
Ojciec: Thomas Cooper (obecnie 47 lat)
Brat: Jace Cooper (zmarł w wieku 18 lat-brak informacji na temat okoliczności śmierci)
- Są tu prawie wszyscy z naszej starej załogi i kilka osób z innych- usłyszałem cichy głos Ashton'a.
- Jakiej załogi?- spytałem bezuczuciowym tonem, nadal wpatrując się w notkę napisaną, przez Gwen.
- Wyścigowej, tej z Londynu. Pierwszej załogi w jakiej byłem. Brakuje tylko jednej osoby i mam pewne podejrzenia dlaczego, ale Kate znalazła, coś, co zainteresuję cię bardziej niż to- oznajmił mi przyjaciel, już nieco głośniej.
- Jakiej osoby i co znalazłaś?- tym razem zwróciłem się bezpośrednio do dziewczyny, stojącej obok Irwin'a z głową spuszczoną w dół.
- Brakuje Jake'a. Spójrz na łóżko- zrobiłem to co powiedział Ash, widocznie siostra mojej dzie... mojej przyjaciółki, była blisko stanu sparaliżowania.
Po raz kolejny, w ciągu niecałych pięciu minut zaniemówiłem. Pełno plastikowych opakowań, pustych. Wziąłem jedno z nich i na głos zacząłem czytać napisy z etykiety.
- Olejek z nasion konopi zawiera wszystkie podstawowe aminokwasy oraz kwasy tłuszczowe. Umożliwia utrzymywanie aktywności intelektualnej i fizycznej na odpowiednim poziomie na długi czas. Olejek z szałwii jest ceniony jako środek poprawiający pamięć i wyostrzający zmysły. Kofeina pobudza ośrodkowy układ nerwowy. Zwiększa możliwość skupienia uwagi. Pomaga zwalczać uczucie senności. Tauryna pobudza i regeneruje komórki mózgu i chroni je przed stresem oksydacyjnym. Ma działanie poprawiające pamięć. Wyraźnie zwiększa wydolność psychiczną i fizyczną. Poprawia pamięć i ułatwia koncentrację. Dawkowanie:1-3 tabletek dziennie. Tabletki należy połykać pojedynczo, nie częściej niż 1 na 2 godziny. Nie należy przekraczać zalecanej porcji dziennej.**
Teraz wiedzieliśmy przynajmniej, co się jej stało. Lekarze nie chcieli nam powiedzieć, a baliśmy się spytać jej rodziców, w końcu nie znali nas. Kiedyś, jak się spotkaliśmy tutaj, pani Peterson nie poznała nawet Ashton'a, byliśmy pewni, że nie powiedzieli by nam.
- Przedawkowała je, jest tu tyle pudełek i to pustych, musiała brać więcej, niż powinna. Clifford już jedzie, możesz mieć coś przeciw, ale Kate już się zgodziła. Przeszukamy jej laptopa.
- Po co?- spytałem, przyglądając się kartką na ścianie.
- Może jest coś więcej, a lepiej to sprawdzić, nie wiemy kiedy nasza królewna odeśpi te niezliczone noce.
- Nie przesadzaj- od razu, w obronie siostry, odezwała się jedyna dziewczyna w tym pokoju- minęły tylko dwa dni, a ona przynajmniej coś zrobiła, znalazła informacje, a wy tylko czekacie, jak jakieś tchórze, boicie się zaatakować.
Musielibyśmy dłużej słuchać jej słownego ataku na naszą dwójkę, gdyby nie Michael, wchodzący do pokoju.
Od tamtego momentu nie rozmawialiśmy dużo. Każdy tonął w myślach. Ja zastanawiałem się, co znajdziemy w laptopie brunetki.
Okazało się, że mogliśmy sami, bez problemu, dostać się do urządzenia Gwen, ponieważ go nie wyłączyła, tylko zahibernowała.
Wszyscy wpatrywaliśmy się w monitor.
Jako pierwszy rzucił mi się w oczy folder z nazwą 'koszmar'. Michael'owi chyba też wydał się ciekawy, ponieważ poprowadził kursor do ikonki, następnie otwierając zawartość.
Znajdowały się tam różnego rodzaju linki i zdjęcia.
Przejrzeliśmy wszystko. Fotografie z folderu, znajdowały się na ścianie pomieszczenia, a w zapisanych adresach URL*** facebook'i, instagram'y i inne konta na portalach społecznościowych, osób ze zdjęć.
Mikey spuścił klapę urządzenia. W pomieszczeniu panowała kompletna cisza, dało się wyczuć, że każdy z nas jest zmieszany, tym co zobaczył. Od każdego dało się wyczuć inne emocje.
Moje były mieszanką wybuchową. Byłem zły, że nie przyszła z tym do mnie o pomoc, że zaniedbała zdrowie, a jednocześnie podziwiałem ją. Znalazła tak wiele informacji zupełnie sama. Nikt nie może zaprzeczyć, że to jest imponujące.
W tej samej chwili, zdałem sobie z czegoś sprawę. Jest moją małą słabością, moją małą codziennością. I zaczynam się bać, że się uzależniam od niej. To by było niebezpieczne, w tej sytuacji, ona potrzebuję silnego wsparcia, a nie ślepo zapatrzonego w nią chłopaka. Jeśli będę posiadał jakikolwiek czuły punkt, będę jedynie przeszkodą, a ona nie potrzebuję zbędnego balastu. Kolejnym minusem jest to, że dla niej nigdy nie będę wystarczająco dobry, mam wrażenie, że mnie lubi, ale jak przyjaciela, jako zastępcę Jake'a. Sama powiedziała mi kiedyś, że go jej przypominam, więc to twierdzenie może nie jest błędne. Nie chcę nim być, nie chcę być tylko wymiennikiem, ale mimo wszystko, jest to dużo lepsze niż bycie nikim w jej oczach.
Z zamyślenia wytrącił mnie dzwonek telefonu. Calum do mnie dzwonił, przesunąłem palcem po ekranie, następnie przykładając urządzenie do ucha.
- Obudziła się.
Nie musiałem już więcej słyszeć. Każdy z naszej małej grupki na zmianę czuwał przy niej. Teraz była kolejka Cal'a i Tay.
Przekazałem informację Ash'owi i Kate, po czym wybiegłem z pokoju, a następnie domu, by udać się do niej. Nadal odczuwałem lekki gniew, że mnie nie poprosiła o pomoc, ale musiałem ją zobaczyć, usłyszeć.
Gwen 'POV
Obudziłam się, jednak nie byłam z tego zadowolona. Nie zdążyłam jeszcze sobie wszystkiego pomyśleć. No i był tam Jake. Pomógł mi, rozmawiał ze mną. Zdaję sobie sprawę, że był wytworem mojej wyobraźni, jednak serce odrzuca tą wersję. Ono wieży, że był to prawdziwy brunet.
Tym razem, obok mnie na krzesłach siedzieli Calum i Taylor. Dziewczyna od razu rzuciła się na mnie i mocno przytuliła, a Hood zadzwonił do kogoś. Moment później spojrzał zdezorientowany na urządzenie i wzruszył ramionami, następnie schował telefon do kieszeni jego spodni.
Moją uwagę w tamtym momencie przykuły wiadomości, emitowane w małym telewizorze, znajdującym się w koncie pomieszczenie.
Z dnia na dzień, coraz bardziej przekonuję się, że to miasto, nie jest takie, za jakie je uważałam na początku.
Teoretycznie: spokojne, szare miasteczko z typowymi Amerykańskimi nastolatkami.
Praktycznie: wyścigi, prześladowcy, ciągłe imprezy (choć tego można było się spodziewać) i codziennie jakieś nowe sensacje.
Prezenterka telewizyjna przekazywała najnowsze wiadomości dotyczące jakiegoś zabójstwa. Eliza Smith. Coś mi to mówi. Nadal byłam pół przytomna, przez co o wiele wolniej wyłapywałam informację i łączyłam fakty.
Znaleziono ciało jakiejś dziewczyny. Uduszona, i dźgnięta nożem. Raz w klatkę piersiową, między trzecią i czwartą parą żeber i drugi raz pod pępkiem, rozcięcie w linii poziomej, rozciągnięte między biodrami.
Miałam przeczucie, że skądś to znam. Jednak nie przejęłam się tym i dalej słuchałam reporterki. Miała wypalony napis na plecach, a właściwie słowo. "Czekaj".
Coraz lepiej kontaktowałam z rzeczywistością i coraz lepiej docierały do mnie fakty.
Sposób zabicia. Tak zginęli wszyscy z Londynu, starzy znajomi Jake'a i część moich.
Napis, to informacja. A gra moja i Dean'a jeszcze się nie zaczęła. Może to wiadomość dla mnie. Mam czekać na jakiś znak o starcie?
No i osoba. Eliza. Szkolna królowa. Była Luke'a. Musiała, tak jak Ally, zaufać mu, a on zrobił jej coś takiego, wykorzystując to.
(Ostrzegam jeśli nie lubisz/nie możesz/nie chcesz czytać opisu całkiem brutalnego omiń spokojnie ten krótki fragment)
Nadal tępo wpatrywałam się w urządzenie. Pokazali zdjęcie pleców zmarłej. To było okropne.
Nie było to lekkie oparzenie. Krwawe linie odkrywały mięśnie, które powinny być zakryte. Każdą literę od skóry odgradzała czarna linia. Spalenizna. Czarna spalona skóra, tworzyła otoczkę. Jestem prawie pewna, że zobaczyłam też kawałek żebra. Samo wypalenie to za mało, żeby zadać takie rany, musiał jeszcze wyryć głębokie dziury nożem. Krew jednak nie była na żadnej innej części pleców. Tylko i wyłącznie niewielka ilość czerwonego płynu znajdowała się w głębokich ranach układających się w wiadomość. Napis przecinał plecy pod kątem. Poziomo by się prawdopodobnie nie zmieścił. Widać, że robił to profesjonalista, żadnego śladu, nie mógł się też zawahać ani na moment, inaczej naciął by za szeroko, albo zniekształcił jakąś literę. Ktoś ma zimną krew, a nawet lodowatą. Zastanawia mnie też gdzie podziała się czerwona ciecz z żył. Powinna ona pływać w nacięciach, po wnętrzu ciała. Ale nie było jej wiele. Mięśnie było o wiele bardziej widoczne. Podejrzewam, że sprawca przemył to dokładnie. Chciał stworzyć dobitny przekaz swoich możliwości, tego, że się nie zawaha. Udało mu się. Jeśli to był Dean, jestem gotowa uciekać z tego miasta, najszybciej jak tylko mogę. Mimo, że jej nie lubiłam, mam nadzieję, że umarła szybko, że nie wrzeszczała z bólu, gdy jakiś psychopata szpecił jej ciało, zapewniając sobie rozrywkę, a jej tortury.
(Można wrócić do spokojnego czytania, bez obawy o drastyczne opisy)
W momencie, gdy usłyszeliśmy otwierające się drzwi, nasz wzrok skierował się tam. Miałam nadzieję, że to będzie Luke, Ash, albo Kate. Ewentualnie rodzicie.
Nie spodziewałam się tutaj Ally. Jednak ucieszyłam się na jej widok. Spojrzała z obrzydzeniem na Hood'a i Taylor, która kilka sekund wcześniej odsunęła się ode mnie.
Kiedy jej wzrok wrócił do mnie, zrozumiałam. Ona nie przyszła, bo się o mnie martwiła, bo tęskniła. Była wysłanniczką.
- Możesz powiedzieć im, żeby wyszli?- nie poznawałam jej. Oschły ton zdecydowanie do niej nie pasował.
- Nie ma takiej potrzeby i tak im wszystko powiem- taka była prawda, nawet jeśli bym chciała, dowiedzieli by się, a już i tak będę mieć awanturę, gdy dowiedzą się o tabletkach.
- Jak chcesz. Wiadomość ode mnie. Jesteś perfidną oszustką i szmatą, okłamującą najbliższych. Dean mi wszystko powiedział. Pamiętam jak powiadałaś mi o Jake'u. Ominęłaś sporo istotnych faktów. Na przykład to, że za każdy wygrany wyścig dostawał dużą sumę pieniędzy.
- To chyba normalne, na tym polegają wyścigi, za wygraną dostajesz kasę, za przegraną nic- przerwałam jej.
- Może i masz rację, ja się na tym nie znam, nie mieszam się w ten świat zbrodni. Przyszłam tu jednak na prośbę Dean'a. Mówi, że masz się uszykować, że lubi godnych siebie, że masz ćwiczyć, nie wiem co, ale ćwicz. To tyle, do następnego niemiłego zobaczenia.
Odwróciła się i wyszła, zostawiając nas w osłupieniu.
Zapowiada się ostra i brutalna gra. Nie mogę jej przegrać, muszę wygrać dla Jake'a, ale nadal nie wiem, za co jest ta zemsta i jak pokonać psychopatę.
I w tamtej chwili przypomniałam sobie coś.
__________________________________________________________
* Piosenka I want you here- Plubm (uwielbiam)
**informacje te są z prawdziwego opakowania tego typu tabletek
*** inaczej link jeśli ktoś nie wie
____________________________________________________________
PRZEPRASZAM, ŻE MUSIELIŚCIE TYLE CZEKAĆ!
Niestety przez dwa dni nie miałam stałego dostępu do internetu.
Udało mi się nareszcie napisać to i wstawiam rozdział w nocy, zmęczona i pół żywa.
Co myślicie o rozdziale??
Jak dla mnie kolejny beznadziejny, postaram się poprawić, ale nic nie obiecuję.
1) Czy to zrobił Dean? Czy może była to przypadkowa zbrodnia?
2) Co myślicie o przemianie Ally? Lubicie ją?
3) Jesteście dumnie z naszej Gwen aka mały detektyw?
Kilka razy pytano mnie ile rozdziałów będzie mieć YWCM. Przewiduję 30 i jeśli będziecie chcieli mam pomysł na drugą część, ale też mam pomysł na inne fanfiction, też o 5SOS :)
Wszystko zależy od was :)
Osoby, które napisały komentarz pod notką z podziękowaniami za ponad 10,000 wejść, każdemu odpowiedziałam, więc jeśli chcecie sprawdźcie :)
Po raz kolejny podnieśliście sobie poprzeczkę z komentarzami :)
Tym razem 70 komentarzy= następny rozdział
Jak zwykle zachęcam do zadawania pytań na ask'u :) oraz zaobserwowania konta tego ff na tt i do obejrzenia zwiastuna (link w zakładce) Chciałabym wiedzieć co o nim myślicie :)
Nie na temat, ale co mi tam :) Co myślicie o #ALSIceBucketChallenge?
Ja chyba zrobię to z ciekawości jakie to uczucie xd
~Lexi
Szpital.
Spojrzałam na maszynę znajdującą się obok mnie, na ekranie widniały różne linie, wskazujące poprawność funkcjonowania mojego organizmu. Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie, wskazywał 11 a.m.
Spałam chyba dziesięć godzin, w tym miesiącu to mój rekord. Spróbowałam się podnieść, jednak, gdy tylko to zrobiłam zakręciło mi się w głowie i ponownie padłam na łóżko, zapadając w sen.
Był to piękny sen z piękną piosenką. Zdaje mi się, że tak idealnie opisuje moje uczucia.
I wanna scream
Is this a dream?
How could this happen,
Happen to me?
This isn't fair
This nightmare
This kind of torture
I just can't bear
I want you here
I want you here*
Tak strasznie pragnę, by Jake wrócił, by to wszystko okazało się koszmarem. Chciałabym przestać czuć tą lukę w sercu, po jego odejściu. Wtedy, z nim, wszystko było łatwiejsze i nie było Dean'a.
Jednak teraz mam Calum'a, Michael'a, Taylor. Ashton był od prawie zawsze, więc się nie liczy, ale jest też Luke. Ciekawe kim jesteśmy dla siebie. To co jest między nami, nasze zachowanie jest co najmniej dziwne.
Śniłam, zastanawiając się nad wieloma rzeczami i nie miałam zamiaru, ani chęci, zbyt szybko otwierać ponownie oczu.
Luke'POV
- Jasne, już jadę. Daj mi 10 minut- powiedziałem, po czym rozłączyłem się. Ashton zadzwonił do mnie i kazał przyjechać do domu Gwen, podobno Kate coś znalazła. Gdy tylko usłyszałem, że to o nią chodzi, bez większego zawracanie sobie głowy wyglądem, założyłem pierwszą lepszą bluzę i czarne trampki, które były najbliżej mnie. Minęły już 2 dni, odkąd była w szpitalu. Martwiłem się o nią i to cholernie. Lekarze stwierdzili nadmierne zmęczenie, za dużo stresu i za dużo kofeiny w organizmie. Jej rodzice całą winę zrzucili na szkołę, ale ja nie. Każdy wtajemniczony wie, że boi się Dean'a i najgorsze w tym jest to, że ja też się zaczynam bać, ale nie jego.
Co jeśli coś jej się stanie, gdy mnie nie będzie?
Co jeśli ona się przez niego załamie, albo wykończy psychicznie?
Co jeśli nie będę mógł jej obronić?
Wiem, że przy mnie jest inna, na początku tego nie zauważałem, ale teraz to uległo zmianie. Obserwuję ją czasem w szkole. Przy mnie jest rozluźniona, nie przejmuję się tak innymi, tym co się dzieje dookoła, ale beze mnie jest jak zagubiona mała sarna. Czekająca i obserwująca z której strony nastąpi atak i czy jest jakaś droga ucieczki w każdej ewentualności. Z jednej strony cieszę się, że przy mnie czuje się bezpiecznie, a z drugiej, nie mogę być z nią cały czas.
Boje się, że coś jej się stanie, że ją stracę.
To szalone i dziwne, jak szybko można przyzwyczaić się do obecności drugiej osoby. Na początku nie zdajemy sobie sprawy, że znajomość może dojść do takiego stopnia, dopóki dzień bez wiadomości, bez rozmowy staje się dniem pustym.
Bezwartościowym.
Beznadziejnym.
Prawdą jest też, że Gwen nie da się nie lubić. Z każdym znajdzie wspólny temat, jednak jeśli ją coś zdenerwuje, odgryzie się tak, że trudno znaleźć cokolwiek na odpowiedź. Chyba nikt jeszcze jej nie dociął tak, że nie wiedziała co powiedzieć. Prawdopodobnie, nie ma inteligentnej odpowiedzi na jej teksty, a już na pewno nie takiej, którą można wymyślić w kilka sekund.
Jest mistrzynią w odgryzaniu się i droczeniu, ale to czyni ją tym kim jest. To część jej osobowości. To sprawia, że jest kim jest. To dodaje jej oryginalności.
Chciałbym jednak zaskoczyć ją pewnego dnia i odpowiedzieć jakoś na jej, chyba już charakterystyczną, odzywkę.
"To, że wypadłeś z inkubatora, a mama kołysała cię do snu w betoniarce, nie znaczy, że ci wszystko wolno"
Zdecydowanie mój ulubiony tekst. Dość często zastanawiam się, ile zajmuje jej wymyślenie tego, czy kilka sekund, czy układa to sobie w domu, wieczorem, wpatrując się w biały sufit jej pokoju. Uwielbiam jej cięty język.
Dlatego, gdy tylko usłyszałem od Ash'a, że znalazł coś i chodzi o Gwen, rzuciłem wszystko bez zastanowienia.
Jej rodzice byli jak zwykle w pracy, jednak wypadkiem się bardzo przejęli. W dzień incydentu, od razu przyjechali do szpitala, jak tylko dostali wiadomość, że ich córka tam jest.
Będąc pod domem dziewczyny, zaparkowałem szybko samochód, nie zważając na miejsce, gdzie go zostawiam i czy będzie on przeszkadzał komukolwiek. Pobiegłem w stronę drzwi.
Po przekroczeniu progu, od razu udałem się w miejsce, które wskazał mi przyjaciel. Do pokoju brunetki. Byłem tam tylko jeden raz i na kilka minut.
Bez pukanie wszedłem do drzwi i dopiero teraz zorientowałem się, że nie pofatygowałem się z ściągnięciem butów.
Jednak to co zobaczyłem, sprawiło, że nie wiedziałem co myśleć, że zapomniałem o wszystkim, co do tej pory krążyło mi po głowie.
Cała ściana nad łóżkiem dziewczyny była zapełniona różnymi notatkami, zdjęciami.
Od jednej fotografii, znajdującej się w centrum, rozchodziły się różnokolorowe nitki, do notatek i innych kartek.
Główny portret był największy, formatu A4. Znałem imię osoby, którą przedstawiał, ale teraz poznałem też nazwisko. Po charakterze pisma, wnioskuję, że napisała to Gwen.
Dean Cooper.
Stałem tam, jak słup soli i nie wiedziałem, co ze sobą zrobić. Prowadziła swoje małe śledztwo, i były tego jakieś skutki. Poznała jego nazwisko. Szybko podszedłem do ściany i zerwałem kawałek papieru z zapiskami, spod zdjęcia.
Było tam sporo informacji. Imię, nazwisko, wiek, stary adres i członkowie najbliższej rodziny, oraz ich wiek.
Matka: Anna Cooper (obecnie 45 lat)
Ojciec: Thomas Cooper (obecnie 47 lat)
Brat: Jace Cooper (zmarł w wieku 18 lat-brak informacji na temat okoliczności śmierci)
- Są tu prawie wszyscy z naszej starej załogi i kilka osób z innych- usłyszałem cichy głos Ashton'a.
- Jakiej załogi?- spytałem bezuczuciowym tonem, nadal wpatrując się w notkę napisaną, przez Gwen.
- Wyścigowej, tej z Londynu. Pierwszej załogi w jakiej byłem. Brakuje tylko jednej osoby i mam pewne podejrzenia dlaczego, ale Kate znalazła, coś, co zainteresuję cię bardziej niż to- oznajmił mi przyjaciel, już nieco głośniej.
- Jakiej osoby i co znalazłaś?- tym razem zwróciłem się bezpośrednio do dziewczyny, stojącej obok Irwin'a z głową spuszczoną w dół.
- Brakuje Jake'a. Spójrz na łóżko- zrobiłem to co powiedział Ash, widocznie siostra mojej dzie... mojej przyjaciółki, była blisko stanu sparaliżowania.
Po raz kolejny, w ciągu niecałych pięciu minut zaniemówiłem. Pełno plastikowych opakowań, pustych. Wziąłem jedno z nich i na głos zacząłem czytać napisy z etykiety.
- Olejek z nasion konopi zawiera wszystkie podstawowe aminokwasy oraz kwasy tłuszczowe. Umożliwia utrzymywanie aktywności intelektualnej i fizycznej na odpowiednim poziomie na długi czas. Olejek z szałwii jest ceniony jako środek poprawiający pamięć i wyostrzający zmysły. Kofeina pobudza ośrodkowy układ nerwowy. Zwiększa możliwość skupienia uwagi. Pomaga zwalczać uczucie senności. Tauryna pobudza i regeneruje komórki mózgu i chroni je przed stresem oksydacyjnym. Ma działanie poprawiające pamięć. Wyraźnie zwiększa wydolność psychiczną i fizyczną. Poprawia pamięć i ułatwia koncentrację. Dawkowanie:1-3 tabletek dziennie. Tabletki należy połykać pojedynczo, nie częściej niż 1 na 2 godziny. Nie należy przekraczać zalecanej porcji dziennej.**
Teraz wiedzieliśmy przynajmniej, co się jej stało. Lekarze nie chcieli nam powiedzieć, a baliśmy się spytać jej rodziców, w końcu nie znali nas. Kiedyś, jak się spotkaliśmy tutaj, pani Peterson nie poznała nawet Ashton'a, byliśmy pewni, że nie powiedzieli by nam.
- Przedawkowała je, jest tu tyle pudełek i to pustych, musiała brać więcej, niż powinna. Clifford już jedzie, możesz mieć coś przeciw, ale Kate już się zgodziła. Przeszukamy jej laptopa.
- Po co?- spytałem, przyglądając się kartką na ścianie.
- Może jest coś więcej, a lepiej to sprawdzić, nie wiemy kiedy nasza królewna odeśpi te niezliczone noce.
- Nie przesadzaj- od razu, w obronie siostry, odezwała się jedyna dziewczyna w tym pokoju- minęły tylko dwa dni, a ona przynajmniej coś zrobiła, znalazła informacje, a wy tylko czekacie, jak jakieś tchórze, boicie się zaatakować.
Musielibyśmy dłużej słuchać jej słownego ataku na naszą dwójkę, gdyby nie Michael, wchodzący do pokoju.
Od tamtego momentu nie rozmawialiśmy dużo. Każdy tonął w myślach. Ja zastanawiałem się, co znajdziemy w laptopie brunetki.
Okazało się, że mogliśmy sami, bez problemu, dostać się do urządzenia Gwen, ponieważ go nie wyłączyła, tylko zahibernowała.
Wszyscy wpatrywaliśmy się w monitor.
Jako pierwszy rzucił mi się w oczy folder z nazwą 'koszmar'. Michael'owi chyba też wydał się ciekawy, ponieważ poprowadził kursor do ikonki, następnie otwierając zawartość.
Znajdowały się tam różnego rodzaju linki i zdjęcia.
Przejrzeliśmy wszystko. Fotografie z folderu, znajdowały się na ścianie pomieszczenia, a w zapisanych adresach URL*** facebook'i, instagram'y i inne konta na portalach społecznościowych, osób ze zdjęć.
Mikey spuścił klapę urządzenia. W pomieszczeniu panowała kompletna cisza, dało się wyczuć, że każdy z nas jest zmieszany, tym co zobaczył. Od każdego dało się wyczuć inne emocje.
Moje były mieszanką wybuchową. Byłem zły, że nie przyszła z tym do mnie o pomoc, że zaniedbała zdrowie, a jednocześnie podziwiałem ją. Znalazła tak wiele informacji zupełnie sama. Nikt nie może zaprzeczyć, że to jest imponujące.
W tej samej chwili, zdałem sobie z czegoś sprawę. Jest moją małą słabością, moją małą codziennością. I zaczynam się bać, że się uzależniam od niej. To by było niebezpieczne, w tej sytuacji, ona potrzebuję silnego wsparcia, a nie ślepo zapatrzonego w nią chłopaka. Jeśli będę posiadał jakikolwiek czuły punkt, będę jedynie przeszkodą, a ona nie potrzebuję zbędnego balastu. Kolejnym minusem jest to, że dla niej nigdy nie będę wystarczająco dobry, mam wrażenie, że mnie lubi, ale jak przyjaciela, jako zastępcę Jake'a. Sama powiedziała mi kiedyś, że go jej przypominam, więc to twierdzenie może nie jest błędne. Nie chcę nim być, nie chcę być tylko wymiennikiem, ale mimo wszystko, jest to dużo lepsze niż bycie nikim w jej oczach.
Z zamyślenia wytrącił mnie dzwonek telefonu. Calum do mnie dzwonił, przesunąłem palcem po ekranie, następnie przykładając urządzenie do ucha.
- Obudziła się.
Nie musiałem już więcej słyszeć. Każdy z naszej małej grupki na zmianę czuwał przy niej. Teraz była kolejka Cal'a i Tay.
Przekazałem informację Ash'owi i Kate, po czym wybiegłem z pokoju, a następnie domu, by udać się do niej. Nadal odczuwałem lekki gniew, że mnie nie poprosiła o pomoc, ale musiałem ją zobaczyć, usłyszeć.
Gwen 'POV
Obudziłam się, jednak nie byłam z tego zadowolona. Nie zdążyłam jeszcze sobie wszystkiego pomyśleć. No i był tam Jake. Pomógł mi, rozmawiał ze mną. Zdaję sobie sprawę, że był wytworem mojej wyobraźni, jednak serce odrzuca tą wersję. Ono wieży, że był to prawdziwy brunet.
Tym razem, obok mnie na krzesłach siedzieli Calum i Taylor. Dziewczyna od razu rzuciła się na mnie i mocno przytuliła, a Hood zadzwonił do kogoś. Moment później spojrzał zdezorientowany na urządzenie i wzruszył ramionami, następnie schował telefon do kieszeni jego spodni.
Moją uwagę w tamtym momencie przykuły wiadomości, emitowane w małym telewizorze, znajdującym się w koncie pomieszczenie.
Z dnia na dzień, coraz bardziej przekonuję się, że to miasto, nie jest takie, za jakie je uważałam na początku.
Teoretycznie: spokojne, szare miasteczko z typowymi Amerykańskimi nastolatkami.
Praktycznie: wyścigi, prześladowcy, ciągłe imprezy (choć tego można było się spodziewać) i codziennie jakieś nowe sensacje.
Prezenterka telewizyjna przekazywała najnowsze wiadomości dotyczące jakiegoś zabójstwa. Eliza Smith. Coś mi to mówi. Nadal byłam pół przytomna, przez co o wiele wolniej wyłapywałam informację i łączyłam fakty.
Znaleziono ciało jakiejś dziewczyny. Uduszona, i dźgnięta nożem. Raz w klatkę piersiową, między trzecią i czwartą parą żeber i drugi raz pod pępkiem, rozcięcie w linii poziomej, rozciągnięte między biodrami.
Miałam przeczucie, że skądś to znam. Jednak nie przejęłam się tym i dalej słuchałam reporterki. Miała wypalony napis na plecach, a właściwie słowo. "Czekaj".
Coraz lepiej kontaktowałam z rzeczywistością i coraz lepiej docierały do mnie fakty.
Sposób zabicia. Tak zginęli wszyscy z Londynu, starzy znajomi Jake'a i część moich.
Napis, to informacja. A gra moja i Dean'a jeszcze się nie zaczęła. Może to wiadomość dla mnie. Mam czekać na jakiś znak o starcie?
No i osoba. Eliza. Szkolna królowa. Była Luke'a. Musiała, tak jak Ally, zaufać mu, a on zrobił jej coś takiego, wykorzystując to.
(Ostrzegam jeśli nie lubisz/nie możesz/nie chcesz czytać opisu całkiem brutalnego omiń spokojnie ten krótki fragment)
Nadal tępo wpatrywałam się w urządzenie. Pokazali zdjęcie pleców zmarłej. To było okropne.
Nie było to lekkie oparzenie. Krwawe linie odkrywały mięśnie, które powinny być zakryte. Każdą literę od skóry odgradzała czarna linia. Spalenizna. Czarna spalona skóra, tworzyła otoczkę. Jestem prawie pewna, że zobaczyłam też kawałek żebra. Samo wypalenie to za mało, żeby zadać takie rany, musiał jeszcze wyryć głębokie dziury nożem. Krew jednak nie była na żadnej innej części pleców. Tylko i wyłącznie niewielka ilość czerwonego płynu znajdowała się w głębokich ranach układających się w wiadomość. Napis przecinał plecy pod kątem. Poziomo by się prawdopodobnie nie zmieścił. Widać, że robił to profesjonalista, żadnego śladu, nie mógł się też zawahać ani na moment, inaczej naciął by za szeroko, albo zniekształcił jakąś literę. Ktoś ma zimną krew, a nawet lodowatą. Zastanawia mnie też gdzie podziała się czerwona ciecz z żył. Powinna ona pływać w nacięciach, po wnętrzu ciała. Ale nie było jej wiele. Mięśnie było o wiele bardziej widoczne. Podejrzewam, że sprawca przemył to dokładnie. Chciał stworzyć dobitny przekaz swoich możliwości, tego, że się nie zawaha. Udało mu się. Jeśli to był Dean, jestem gotowa uciekać z tego miasta, najszybciej jak tylko mogę. Mimo, że jej nie lubiłam, mam nadzieję, że umarła szybko, że nie wrzeszczała z bólu, gdy jakiś psychopata szpecił jej ciało, zapewniając sobie rozrywkę, a jej tortury.
(Można wrócić do spokojnego czytania, bez obawy o drastyczne opisy)
W momencie, gdy usłyszeliśmy otwierające się drzwi, nasz wzrok skierował się tam. Miałam nadzieję, że to będzie Luke, Ash, albo Kate. Ewentualnie rodzicie.
Nie spodziewałam się tutaj Ally. Jednak ucieszyłam się na jej widok. Spojrzała z obrzydzeniem na Hood'a i Taylor, która kilka sekund wcześniej odsunęła się ode mnie.
Kiedy jej wzrok wrócił do mnie, zrozumiałam. Ona nie przyszła, bo się o mnie martwiła, bo tęskniła. Była wysłanniczką.
- Możesz powiedzieć im, żeby wyszli?- nie poznawałam jej. Oschły ton zdecydowanie do niej nie pasował.
- Nie ma takiej potrzeby i tak im wszystko powiem- taka była prawda, nawet jeśli bym chciała, dowiedzieli by się, a już i tak będę mieć awanturę, gdy dowiedzą się o tabletkach.
- Jak chcesz. Wiadomość ode mnie. Jesteś perfidną oszustką i szmatą, okłamującą najbliższych. Dean mi wszystko powiedział. Pamiętam jak powiadałaś mi o Jake'u. Ominęłaś sporo istotnych faktów. Na przykład to, że za każdy wygrany wyścig dostawał dużą sumę pieniędzy.
- To chyba normalne, na tym polegają wyścigi, za wygraną dostajesz kasę, za przegraną nic- przerwałam jej.
- Może i masz rację, ja się na tym nie znam, nie mieszam się w ten świat zbrodni. Przyszłam tu jednak na prośbę Dean'a. Mówi, że masz się uszykować, że lubi godnych siebie, że masz ćwiczyć, nie wiem co, ale ćwicz. To tyle, do następnego niemiłego zobaczenia.
Odwróciła się i wyszła, zostawiając nas w osłupieniu.
Zapowiada się ostra i brutalna gra. Nie mogę jej przegrać, muszę wygrać dla Jake'a, ale nadal nie wiem, za co jest ta zemsta i jak pokonać psychopatę.
I w tamtej chwili przypomniałam sobie coś.
__________________________________________________________
* Piosenka I want you here- Plubm (uwielbiam)
**informacje te są z prawdziwego opakowania tego typu tabletek
*** inaczej link jeśli ktoś nie wie
____________________________________________________________
PRZEPRASZAM, ŻE MUSIELIŚCIE TYLE CZEKAĆ!
Niestety przez dwa dni nie miałam stałego dostępu do internetu.
Udało mi się nareszcie napisać to i wstawiam rozdział w nocy, zmęczona i pół żywa.
Co myślicie o rozdziale??
Jak dla mnie kolejny beznadziejny, postaram się poprawić, ale nic nie obiecuję.
1) Czy to zrobił Dean? Czy może była to przypadkowa zbrodnia?
2) Co myślicie o przemianie Ally? Lubicie ją?
3) Jesteście dumnie z naszej Gwen aka mały detektyw?
Kilka razy pytano mnie ile rozdziałów będzie mieć YWCM. Przewiduję 30 i jeśli będziecie chcieli mam pomysł na drugą część, ale też mam pomysł na inne fanfiction, też o 5SOS :)
Wszystko zależy od was :)
Osoby, które napisały komentarz pod notką z podziękowaniami za ponad 10,000 wejść, każdemu odpowiedziałam, więc jeśli chcecie sprawdźcie :)
Po raz kolejny podnieśliście sobie poprzeczkę z komentarzami :)
Tym razem 70 komentarzy= następny rozdział
Jak zwykle zachęcam do zadawania pytań na ask'u :) oraz zaobserwowania konta tego ff na tt i do obejrzenia zwiastuna (link w zakładce) Chciałabym wiedzieć co o nim myślicie :)
Nie na temat, ale co mi tam :) Co myślicie o #ALSIceBucketChallenge?
Ja chyba zrobię to z ciekawości jakie to uczucie xd
~Lexi